Wędrówki z TLR: Zalety i wady wizjera na wysokości pasa podczas wędrówki
Kiedy zaczynałem swoją przygodę z wędrówkami z plecakiem, obsesyjnie starałem się zredukować wagę mojego podstawowego ekwipunku. Wymieniałem ciężkie śledzie namiotowe, zastanawiałem się nad przecięciem szczoteczki do zębów na pół i rozważałem, czy naprawdę potrzebuję drugiej pary skarpet. A potem, całkowicie ignorując całą moją ultralekką logikę, spakowałem solidny, metalowy, w pełni mechaniczny aparat średnioformatowy.
Brzmi to zupełnie sprzecznie, ale jeśli kochasz fotografować na filmie, wiem, że rozumiesz ten dylemat. Zostawienie aparatu cyfrowego w domu i zabranie analogowego sprzętu na szlak jest niezwykle satysfakcjonujące, ale zabranie aparatu Twin Lens Reflex (TLR) to zupełnie inna sprawa. Niedawno postanowiłem zostawić za sobą mój zaufany mały dalmierz 35mm i przypiąłem TLR do klatki piersiowej na trzydniową pętlę w górach.
Używanie wizjera na wysokości pasa podczas wędrówki całkowicie zmienia sposób, w jaki wchodzisz w interakcję z krajobrazem. Zmusza do zwolnienia tempa, zmienia twoją postawę ciała i daje negatywy tak duże, że można by w nich praktycznie pływać. Ale wiąże się to też z poważnymi wyzwaniami. Jeśli myślisz o zabraniu TLR na następny biwak, oto realistyczne spojrzenie na to, czego się spodziewać.
Zaskakująca praktyczność TLR
Najpierw porozmawiajmy o wadze, bo to zwykle największy argument przeciwko noszeniu sprzętu średnioformatowego na szlaku. Jeśli używasz modularnego aparatu systemowego, zabranie go na szlak zwykle oznacza poświęcenie połowy plecaka na korpus, ciężki wizjer pryzmatyczny i wymienny tył. To po prostu za dużo.
Ale aparat TLR z obiektywem stałym, taki jak Yashica-Mat, Rolleicord czy Minolta Autocord, to dziwnie idealny kompromis. Tak, to gęsty kawałek metalu i szkła, ale jest całkowicie samowystarczalny. Obiektyw składa się z powrotem do korpusu, nie ma wielkiego pryzmatu wystającego z góry, a całość mieści się w stosunkowo zwartej, prostokątnej przestrzeni. W zależności od modelu, ważą zwykle mniej więcej tyle samo co profesjonalny aparat 35mm z szybkim obiektywem zoom.
Najlepszą cechą tych aparatów na łonie natury jest jednak całkowity brak elektroniki. Wędrówki często oznaczają zmaganie się z dzikimi wahaniami temperatur. Budzenie się z szronem na śpiworze to świetny sposób, by zobaczyć, jak baterie w aparacie cyfrowym natychmiast padają. Tradycyjny TLR jest całkowicie mechaniczny. Migawka listkowa działa równie niezawodnie w mroźne poranki, jak i w palącym popołudniowym słońcu. To ogromny spokój ducha, wiedząc, że twój aparat nie przejmuje się, jak długo jesteś z dala od gniazdka elektrycznego.
Magia i szaleństwo wizjera na wysokości pasa
To jest prawdziwe sedno doświadczenia wędrówki z TLR. Fotografowanie przez wizjer na wysokości pasa to mniej robienie zdjęcia, a bardziej oglądanie małego, świecącego ekranu telewizyjnego transmitującego świat w czasie rzeczywistym. Ponieważ patrzysz w dół do aparatu, by zobaczyć, co jest przed tobą, twoja cała relacja ze środowiskiem się zmienia.
Na szlaku to niezwykle fajne. Gdy znajdziesz rozległą dolinę lub ogromny wodospad, nie podnosisz aparatu do oka, blokując sobie widzenie peryferyjne. Zamiast tego trzymasz aparat na wysokości brzucha, patrzysz w jasne szkło matowe i nadal jesteś w pełni obecny w otaczającym krajobrazie. To mniej inwazyjne, zarówno dla innych wędrowców, jak i dla twojego własnego doświadczenia natury.
A potem przychodzi szaleństwo: odwrócenie obrazu z lewej na prawą stronę.
Jeśli nigdy nie używałeś wizjera na wysokości pasa, oto haczyk. Obraz jest prawidłowo ustawiony pionowo, ale jest odwrócony poziomo. Jeśli drzewo w kadrze musi znaleźć się po lewej stronie kompozycji, musisz przesunąć aparat w prawo. Siedząc w salonie, to zabawna łamigłówka. Stojąc na krawędzi skalnego urwiska i próbując wypoziomować horyzont? To praktycznie sport ekstremalny.
Nie zliczę, ile razy stałem na niepewnym kawałku łupka, próbując szybko skomponować ujęcie zanim zmieni się światło, gorączkowo obracając aparat w niewłaściwą stronę raz za razem. Wymaga to cierpliwości i dobrego poczucia równowagi. Jeśli fotografujesz blisko klifów lub na wąskich grzbietach, musisz solidnie postawić stopy, zanim otworzysz wizjer, bo odwrócony obraz może naprawdę wywołać u ciebie chwilowe zawroty głowy, jeśli spróbujesz chodzić, patrząc w dół do wizjera.
Radzenie sobie z kwadratowym formatem w fotografii krajobrazowej
Zazwyczaj myślimy o fotografii krajobrazowej w formacie prostokątnym. Rozległe panoramy, szerokie poziome widoki lub wysokie pionowe zdjęcia potężnych sekwoi. TLR fotografuje w proporcjach 6x6, dając idealny kwadrat.
Na łonie natury fotografowanie w formacie kwadratowym wymaga ogromnej kreatywności. Nie musisz już podejmować klasycznej decyzji poziom-pion, co jest miłe, ale kwadrat wymaga mocnych pierwszych i dalszych planów. Nie możesz po prostu polegać na szerokości pasma górskiego, by utrzymać zdjęcie.
Zaczynasz szukać symetrii. Ścieżka prowadząca dokładnie środkiem kadru lub odbicie szczytu idealnie wyśrodkowane w alpejskim jeziorze. Format kwadratowy wyciąga porządek z chaotycznego, zarośniętego lasu. Na początku jest to wyzwanie, ale gdy nauczysz mózg szukać kwadratów, zaczynasz dostrzegać geometryczne wzory w naturze, które inaczej całkowicie byś przeoczył.
Rzeczywistość ładowania filmu 120 w terenie
Bądźmy całkowicie szczerzy: najgorszą częścią wędrówki z TLR jest zmiana filmu.
W aparacie 35mm przewijasz film, otwierasz tył, wkładasz nową kasetę, przeciągasz początek filmu i zamykasz drzwi. To zajmuje dziesięć sekund, a film jest cały czas chroniony w metalowej puszce.
Film średnioformatowy 120 to po prostu szpula plastiku owinięta papierem podkładowym. Załadunek wymaga płaskiej, stabilnej powierzchni, dwóch rąk i braku wiatru. Natura rzadko zapewnia te warunki. Zmiana rolki filmu 120 siedząc na wilgotnym pniu, gdy wiatr hula w dolinie, to duży stres.
Musisz skończyć rolkę, ostrożnie otworzyć tył, nie pozwalając papierowi się rozwinąć, polizać taśmę klejącą, zabezpieczyć odsłoniętą rolkę i schować ją bezpiecznie. Potem bierzesz nową rolkę, przekładasz pustą szpulę na stronę nawijania, przeciągasz nowy papier przez mały otwór i nakręcasz go równo. Jeśli upuścisz pustą szpulę na ziemię, jesteś na przegranej pozycji, dopóki jej dokładnie nie wyczyścisz, bo każde ziarenko piasku w aparacie porysuje film lub zablokuje mechanizm.
Moja najważniejsza rada: zawsze noś specjalną, wytrzymałą torebkę strunową tylko na film i zawsze odwracaj się tyłem do wiatru, gdy otwierasz aparat. Traktuję zmianę filmu jak święty rytuał na szlaku. Przestaję iść, zdejmuję plecak, znajduję kamień, który służy jako prowizoryczny stół i robię to powoli. Pośpiech przy zmianie filmu z niezdarnymi, zimnymi palcami to najszybszy sposób na zniszczenie dwunastu pięknych klatek.
Czy warto się starać?
Wędrówka z vintage sprzętem średnioformatowym jest niewątpliwie wolniejsza, cięższa i znacznie bardziej skomplikowana niż noszenie nowoczesnego kompaktu. Musisz ręcznie mierzyć światło, komponować odwrócone kadry i pilnować delikatnych papierowych rolek filmu.
Ale gdy dostajesz te ogromne negatywy z laboratorium, wszystkie narzekania ustają. Ilość detali zawarta w negatywie 6x6 wykonanym ostrym, szklanym obiektywem jest zdumiewająca. Widać pojedyncze igły sosny na drzewach oddalonych o ćwierć mili. Gładkie, naturalne odwzorowanie nieba i chmur po prostu nie może być idealnie odtworzone przez cyfrowe matryce.
Co więcej, zabranie TLR sprawia, że samo fotografowanie wędrówki jest równie pamiętne jak sama wędrówka. Przekształca proces robienia zdjęcia w świadome, fizyczne rzemiosło. Dla mnie to wystarczy, by nosić dodatkowy ciężar.
Jeśli jesteś gotów spróbować powolnej drogi podczas następnej przygody na świeżym powietrzu, nie ma lepszego sposobu. Będziesz potrzebować solidnego, niezawodnego korpusu i dobrego sposobu na pomiar światła, bo zgadywanie ekspozycji w ciemnych lasach lub jasnym śniegu może być trudne. Możesz sprawdzić piękne opcje średnioformatowe tutaj, wykonując szybkie wyszukiwanie klasycznego aparatu TLR. A jeśli nie masz słynnie dokładnego wbudowanego światłomierza, zdecydowanie rozważ zakup niezawodnego światłomierza, który zmieścisz w kieszeni na piersi. Załóż wygodny, gruby pasek na szyję i ruszaj na szlaki.