Porady dotyczące filmu w zimnej pogodzie: jak zapobiegać rozładowaniu baterii i kruchym filmom zimą
Światło zimowe to szczerze mówiąc moje absolutne ulubione. Słońce przez cały dzień utrzymuje się nisko na niebie, cienie pięknie się wydłużają, a jeśli masz szczęście, że spadnie śnieg, masz praktycznie ogromny naturalny reflektor odbijający miękkie światło wszędzie dookoła. Ale jest jedno ogromne, frustrujące „ale”: zimowa pogoda absolutnie nie lubi twojego sprzętu fotograficznego.
Jeśli kiedykolwiek wędrowałeś w mroźny chłód, skomponowałeś idealny zimowy krajobraz i nacisnąłeś spust migawki, tylko po to, by twoja kamera nagle się wyłączyła, dokładnie wiesz, o czym mówię. Fotografia analogowa zimą przypomina trochę sport ekstremalny. Między rozładowującymi się bateriami, filmem dosłownie pękającym na pół a strachem przed wewnętrzną kondensacją, wszystko może się bardzo szybko popsuć.
Przez ostatnie zimy zniszczyłem sporo klisz i nauczyłem się kilku trudnych lekcji na śniegu. Więc zanim chwycisz swój ulubiony zestaw 35mm i wyruszysz na mróz, porozmawiajmy o tym, jak utrzymać kamerę przy życiu, ekspozycje w ryzach, a film nienaruszony, gdy temperatura spada.
Wielkie rozładowanie baterii (i jak temu zapobiec)
Największym powodem, dla którego twoja zimowa sesja fotograficzna zakończy się szybko, jest rozładowana bateria. Ale oto sekret: twoja bateria prawdopodobnie wcale nie jest rozładowana. Po prostu jest za zimna, by działać. Baterie opierają się na reakcjach chemicznych, które generują energię. Gdy temperatura spada poniżej zera, reakcja chemiczna zwalnia do niemal całkowitego zatrzymania. Twoja kamera odczytuje ten spadek napięcia jako całkowicie rozładowaną baterię i wyłącza się, by się chronić.
To szczególnie uciążliwe, jeśli fotografujesz elektronicznym aparatem typu point-and-shoot z lat 90.. Te małe, zmotoryzowane cuda potrzebują solidnego zastrzyku energii, by przesunąć film, wyzwolić lampę błyskową i wysunąć obiektyw. Na mrozie są całkowicie bezradne.
Rozwiązanie jest naprawdę proste: ciepło ciała. Gdy fotografuję na mrozie, trzymam zapasową baterię (lub zestaw baterii AA/AAA) w wewnętrznej kieszeni kurtki, jak najbliżej ciała. Gdy bateria w aparacie nieuchronnie mruga, że jest rozładowana, wyjmuję ją, wymieniam na ciepłą z kieszeni i dalej fotografuję. „Martwą” zimną baterię wkładam do ciepłej kieszeni i w ciągu dwudziestu minut rozmraża się i magicznie odzyskuje ładunek. Możesz tak je wymieniać przez cały dzień.
Jeśli używasz kompaktu, po prostu trzymaj cały aparat w środku kurtki między ujęciami. Utrzymuje to zarówno baterię, jak i wewnętrzne smary w cieple.
Uważaj na kruchy film
Jesteśmy tak przyzwyczajeni do tego, że nowoczesne filmy 35mm i 120 są elastyczne i giętkie, że zapominamy, z czego tak naprawdę są zrobione: z plastiku i żelatyny. W temperaturach poniżej zera właściwości fizyczne bazy filmu się zmieniają. Podstawa z octanu lub poliestru staje się sztywna, twarda i zaskakująco krucha.
Jeśli spróbujesz zbyt szybko nawinąć film na mrozie, nie tylko będzie się opierał. Po prostu się rozerwie. Kiedyś zbyt agresywnie przesunąłem film w aparacie bardzo zimnego styczniowego poranka i poczułem przerażający brak napięcia w dźwigni nawijania. Film po prostu pękł na pół wewnątrz korpusu. Nie tylko straciłem zdjęcia, które zrobiłem, ale musiałem czekać, aż wrócę do domu, by otworzyć aparat w całkowicie ciemnej szafie i uratować nieeksponowaną połowę filmu.
Gdy fotografujesz na mrozie, zwolnij. Przesuwaj dźwignię filmu płynnie i delikatnie. Nie szarp. A gdy dojdziesz do końca rolki, ta zasada staje się dziesięć razy ważniejsza. Nawijanie filmu to zwykle moment największego napięcia. Obracaj korbką zwijania z połową normalnej prędkości. Jeśli poczujesz duży opór, przestań. Pozwól aparatowi ogrzać się w środku kurtki przez dziesięć minut, zanim spróbujesz ponownie.
Kondensacja: cichy zabójca
To właśnie ten element może trwale zniszczyć aparat, jeśli nie będziesz ostrożny. Byłeś na zdjęciach na śniegu przez trzy godziny. Ty i twój sprzęt jesteście całkowicie zamarznięci. Wchodzisz do ciepłego, przytulnego mieszkania. Nagle każda szklana i metalowa powierzchnia twojego aparatu całkowicie się zaparowuje.
To kondensacja i nie dzieje się tylko na zewnątrz obiektywu. Dzieje się to wszędzie wewnątrz mechanicznych części korpusu aparatu. Wilgoć na płytkach drukowanych powoduje zwarcia. Wilgoć na metalowych zębatkach prowadzi do rdzy. Wilgoć wewnątrz vintage obiektywów powoduje grzyb, który trwale niszczy powłoki szklane.
Aby tego uniknąć, zastosuj trik z woreczkiem strunowym. Zanim wejdziesz do środka, włóż aparat i obiektywy do szczelnego plastikowego woreczka (np. dużego woreczka do zamrażarki), gdy jesteś jeszcze na zewnątrz na mrozie. Dokładnie zamknij. Gdy wniesiesz worek do domu, ciepłe powietrze w mieszkaniu skropli się na zewnętrznej stronie woreczka, a nie na zimnym aparacie. Zostaw aparat w zamkniętym woreczku na kuchennym blacie na kilka godzin, aż powoli osiągnie temperaturę pokojową. Gdy aparat się ogrzeje, można go bezpiecznie wyjąć.
Dlaczego mechaniczne aparaty rządzą zimą
Jeśli mieszkasz tam, gdzie zimy są poważne, warto rozważyć zakup w pełni mechanicznego manualnego mechanicznego lustrzanki. Aparaty z lat 70. i wczesnych 80. są praktycznie stworzone do takich warunków, ponieważ ich migawki są całkowicie mechaniczne. Nie polegają na bateriach, by wyzwolić migawkę. Bateria zasila tylko wewnętrzny światłomierz.
Jeśli bateria w mechanicznym aparacie padnie, światłomierz przestaje działać, ale migawka nadal działa na wszystkich prędkościach. Możesz po prostu zgadywać ekspozycje lub użyć aplikacji światłomierza na telefonie i dalej fotografować.
Jednak nawet mechaniczne aparaty mają swoje ograniczenia. Zębatki i sprężyny wewnątrz są pokryte cienką warstwą smaru, by działały płynnie. Z biegiem dekad smar starzeje się i staje się lepki. Gdy zabierzesz pięćdziesięcioletni aparat na mróz, ten stary smar może zamarznąć na twardo. Jeśli zauważysz, że migawka działa opornie lub lustro nie wraca natychmiast po zrobieniu zdjęcia, twoje smary zamarzły. Natychmiast przestań fotografować, by nie uszkodzić zębatki, i pozwól aparatowi się ogrzać.
Nie daj się zwieść światłomierzowi na śniegu
Oto szybka wskazówka na śnieżne dni: wewnętrzny światłomierz twojego aparatu jest trochę „głupi”. Oceni każdy kadr i próbuje uśrednić światło do średniego, 18% szarego. Jeśli skierujesz aparat na ogromne pole jasnego, odbijającego śniegu, światłomierz się przestraszy. Pomyśli: „Wow, ta scena jest za jasna!” i każe mocno niedoświetlić zdjęcie, by jasną biel zamienić w szarą plamę.
Jeśli zaufasz ślepo światłomierzowi na śniegu, twoje zdjęcia będą wyglądać na przytłumione, ciemne i smutne. Gdy scena jest zdominowana przez jasny biały śnieg, celowo prześwietl zdjęcie o +1 lub +1,5 stopnia względem wskazań światłomierza. To wymusi, że śnieg na negatywie będzie jasny i czysty.
Przygotuj się na zimno
Fotografowanie zimą wymaga trochę więcej planowania, ale efekty atmosferyczne na filmie są warte dodatkowego wysiłku. Jeśli szukasz sprzętu, który lepiej zniesie mróz niż plastikowy aparat point-and-shoot, przejście na w pełni mechaniczny korpus aparatu to świetny krok. A ponieważ zimne baterie i tak zabiją wewnętrzny światłomierz, posiadanie dedykowanego, przenośnego światłomierza w kieszeni to prawdziwe wybawienie, by uzyskać dokładne ekspozycje na śniegu.
Jeśli jesteś gotów zabezpieczyć swój zestaw na zimę, możesz sprawdzić niezawodny samodzielny światłomierz do trzymania w ciepłej kieszeni lub poszukać solidnej klasycznej mechanicznej lustrzanki, która nie będzie się przejmować spadkiem temperatury. Pamiętaj tylko, by zabrać zapas baterii, delikatnie nawinąć film i wyjść na zewnątrz, zanim śnieg stopnieje.