Odkryj ogromne wyzwania inżynieryjne stojące za zmodyfikowanymi aparatami Hasselblad, obiektywami Zeiss i filmem Kodak używanymi podczas misji Apollo na Księżyc.
Spędzam dużo czasu, obsesyjnie myśląc o moim sprzęcie fotograficznym. Zazwyczaj martwię się zupełnie przyziemnymi sprawami, jak to, czy mój ulubiony dalmierz przetrwa lekko wilgotną wędrówkę, albo czy pamiętałem, żeby zabrać wystarczająco dużo baterii na popołudniowy wypad. Ale od czasu do czasu łapię się na tym, że patrzę na te ikoniczne zdjęcia z misji Apollo na Księżyc, i mój mózg po prostu się zawiesza. Ludzie naprawdę polecieli na Księżyc i udało im się zrobić perfekcyjnie naświetlone, krytycznie ostre, absolutnie piękne zdjęcia na filmie średnioformatowym, będąc tam na górze.
To naprawdę niesamowite, gdy się zatrzymasz i pomyślisz o logistyce. Pracowali w zerowej grawitacji, stojąc w próżni, nosząc niesamowicie masywne skafandry kosmiczne i radząc sobie z jednymi z najtrudniejszych warunków oświetleniowych, jakie można sobie wyobrazić. Sprzęt, którego używali do dokumentowania podróży, musiał być absolutnie bezbłędny. Dziś chcę opowiedzieć o aparatach, które odbyły tę podróż, ponieważ historia za nimi jest równie fascynująca jak sam statek kosmiczny.
Niechętny początek programu fotograficznego NASA
NASA nie zawsze była zafascynowana fotografią najwyższej klasy. W początkowych dniach programu Mercury, aparaty traktowano głównie jako trywialne rozpraszacze od skomplikowanej inżynierii potrzebnej do utrzymania ludzi przy życiu w kosmosie. Astronautom dawano do ręki dość podstawowy, mocno zmodyfikowany aparat typu point-and-shoot marki Ansco, który nadawał się do szybkich zdjęć, ale nie produkował dzieł sztuki na poziomie muzealnym.
Wszystko zmieniło się w 1962 roku dzięki astronaucie o imieniu Wally Schirra. Wally był ogromnym pasjonatem aparatów. Przed swoją misją Mercury-Atlas 8 wszedł do sklepu fotograficznego w Houston i kupił Hasselblada 500C. Przyniósł go inżynierom NASA i właściwie powiedział: „Musimy wymyślić, jak zabrać to tam na górę.” Zgodzili się, zdjęli skórzaną okładzinę, by zaoszczędzić na wadze i zapobiec emisji gazów, a korpus pomalowali na czarno, by zmniejszyć odbicia. Kiedy Wally przyniósł film z powrotem na Ziemię, zdjęcia były tak oszałamiająco ostre, że NASA natychmiast zdała sobie sprawę z naukowej i wizerunkowej wartości zabierania prawdziwych, profesjonalnych aparatów w kosmos. Od tego momentu Hasselblad stał się nieoficjalnym aparatem programu kosmicznego.
Budowa idealnego aparatu księżycowego: Hasselblad 500 EL
Gdy nadeszły misje Apollo, standardowy Hasselblad nie wystarczał. Spacer po powierzchni Księżyca to zupełnie co innego niż unoszenie się w ciasnej kapsule. Astronauci mieli na sobie w pełni uszczelnione skafandry kosmiczne z ogromnymi, sztywnymi rękawicami. Jeśli kiedykolwiek próbowałeś fotografować na średnim formacie zimą w grubych rękawiczkach, wiesz, o co chodzi.
NASA współpracowała bezpośrednio z Hasselbladem, tworząc Hasselblad Data Camera (HDC), mocno zmodyfikowaną wersję zmotoryzowanego Hasselblada 500 EL. Potrzebowali silnika elektrycznego, ponieważ naciąganie migawki ręcznie i przewijanie filmu w tych uszczelnionych rękawicach było fizycznie niemożliwe. Standardowy wizjer na wysokości pasa został całkowicie usunięty — oczywiście nie da się przyłożyć aparatu do oka, gdy nosisz masywny, kulisty hełm kosmiczny.
Zewnętrzne modyfikacje były równie ekstremalne. Zamiast zwykłego eleganckiego czarnego lub chromowanego wykończenia, aparaty księżycowe pomalowano na jasny srebrny kolor. Ponieważ na Księżycu nie ma atmosfery rozpraszającej promienie słoneczne, wahania temperatur są bardzo gwałtowne. Srebrne wykończenie odbijało silne promieniowanie słoneczne, dzięki czemu aparat nie nagrzewał się dosłownie od środka na zewnątrz. Dodano też ogromne, niestandardowe dźwignie do spustu migawki i pierścieni przysłony, aby astronauci mogli dokonywać regulacji, przesuwając swoje niezdarne, rękawiczkowe dłonie po obiektywie.
Szkło stworzone do próżni: obiektywy Zeiss
Korpus aparatu jest tak dobry, jak szkło przed nim, a NASA na potrzeby Apollo polegała na Carl Zeiss. Głównym obiektywem używanym na powierzchni Księżyca był specjalnie zaprojektowany Biogon 60mm f/5.6. Inżynierowie wybrali tę ogniskową, ponieważ zapewniała idealne szerokie do normalnego pole widzenia, idealne do uchwycenia ogromnej pustki księżycowych krajobrazów, przy zachowaniu ostrości wszystkiego na zdjęciu.
Jedną z najbardziej charakterystycznych cech zdjęć księżycowych jest genialne rozwiązanie inżynieryjne zwane płytką Réseau. Jeśli przyjrzysz się uważnie zdjęciom zrobionym na Księżycu, zauważysz siatkę drobnych krzyżyków pokrywających obraz. To nie są błędy ani znaki wodne. Płytka Réseau to szklana płytka umieszczona tuż przy płaszczyźnie filmu wewnątrz aparatu, z precyzyjnie wygrawerowanymi krzyżykami. Ponieważ ekstremalne temperatury w kosmosie mogły nieznacznie odkształcić film, naukowcy na Ziemi potrzebowali sposobu na zmierzenie wszelkich zniekształceń. Krzyżyki pozwalały im obliczyć dokładne odległości i rozmiary kraterów oraz skał, przekształcając oszałamiające zdjęcia w precyzyjne mapy topograficzne.
Cienki film i ostre światło: wkład Kodaka
Przeładowanie aparatu na Księżycu nie było realną opcją, więc musieli zabrać jak najwięcej filmu w jednym magazynku. Kodak podjął wyzwanie i opracował specjalny film 70mm na niezwykle cienkiej bazie. Dzięki temu udało się zmieścić około 200 klatek na jednym filmie.
Używali dwóch głównych rodzajów filmu: specjalnego Panatomic-X do czarno-białych zdjęć naukowych oraz Ektachrome — kolorowego filmu pozytywowego. Jeśli kiedykolwiek fotografowałeś na film pozytywowy, taki jak Ektachrome, wiesz, że jest on wyjątkowo wymagający. Jeśli pomylisz się choćby o pół stopnia przysłony, światła przepalają się, a cienie zamieniają się w błotniste, czarne plamy. Teraz wyobraź sobie, że musisz idealnie naświetlić film pozytywowy na Księżycu. Nie ma tam rozproszenia atmosferycznego, więc słońce jest oślepiająco jasne, a cienie całkowicie czarne. Zakres tonalny jest niezwykle trudny do opanowania.
Fotografowanie na ślepo
Ponieważ nie mieli wizjera i nie mogli przyłożyć aparatu do twarzy, astronauci polegali na specjalnym systemie mocowania na pancerzach swoich skafandrów. Aby zrobić zdjęcie, astronauta musiał skierować całe ciało na obiekt. Nie mogli wizualnie ustawić ostrości, więc korzystali z ustawienia strefowego — szacowali odległość do obiektu i ustawiali obiektyw na wcześniej ustalony zakres odległości.
A co z naświetleniem? Mieli dosłownie ściągę wydrukowaną i przyszytą do grubych rękawic skafandra. Mówiła im dokładnie, jaką przysłonę i czas migawki ustawić w zależności od kąta padania słońca. Przez miesiące ćwiczyli na pustyniach południowo-zachodnich Stanów Zjednoczonych, chodząc w atrapach skafandrów i ucząc się pamięci mięśniowej potrzebnej do celowania z klatki piersiowej oraz dokładnego szacowania ekspozycji i odległości. Fakt, że zdjęcia wyszły tak pięknie, jest ogromnym świadectwem ich treningu i umiejętności fotograficznych.
Najdroższy śmietnik we wszechświecie
Tu jest część historii, która zawsze trochę łamie mi serce. Gdy nadszedł czas, by opuścić Księżyc i wrócić do modułu dowodzenia, waga była największym wrogiem. Każda uncja paliwa miała znaczenie, a astronauci zebrali setki funtów bezcennych księżycowych skał, które musiały wrócić na Ziemię.
Aby zwolnić miejsce i zmniejszyć wagę, musieli zostawić prawie wszystko, co nie było niezbędne. Zdjęli magazynki z filmem z tyłu Hasselbladów, bezpiecznie schowali cenne negatywy... a potem dosłownie wyrzucili korpusy aparatów i te nieskazitelne obiektywy Zeiss w księżycowy pył. Obecnie na powierzchni Księżyca spoczywa dokładnie dwanaście pięknie zmodyfikowanych, srebrnych aparatów Hasselblad serii 500, dokładnie tam, gdzie astronauci je zostawili.
Przynieś trochę księżycowej magii do swojego zestawu
Może nie możemy pojechać do Morza Spokoju, by odebrać te porzucone aparaty, ale zdecydowanie możesz dziś doświadczyć magii tej samej ery fotografii. Nie potrzebujesz miliona dolarów ani skafandra kosmicznego, by poczuć ciężką, mechaniczną satysfakcję z tych systemów. Jeśli jesteś gotów zwolnić tempo i naprawdę przemyśleć swoje ujęcia tak, jak musieli to robić załogi Apollo, gorąco polecam rozważyć wyposażenie własnego zestawu. Możesz przeglądać naszą kolekcję, by znaleźć niesamowite aparaty średnioformatowe, które działają z tą samą piękną analogową precyzją. A ponieważ nie będziesz miał ściągi naświetleniowej przyszytej do rękawicy skafandra, zakup solidnego światłomierza to świetny sposób, by mieć pewność, że twoje zdjęcia zawsze będą idealnie naświetlone.
Patrząc wstecz na sprzęt Apollo, przypomina nam to, co potrafi prosta, mechaniczna fotografia. Bez autofokusa, bez cyfrowych ekranów, bez sztucznej inteligencji. Tylko genialni inżynierowie, niesamowicie odważni astronauci i mnóstwo matematyki, udowadniając, że jeśli rozumiesz podstawy światła, możesz zrobić dobre zdjęcie absolutnie wszędzie we wszechświecie.